Zapisz się na kanał RSS
Najczęściej poszukiwane frazy
Zaprzyjaźnione miejsca
Zaprzyjaźniony Blog wędkarski - miejsce, które z czystym sumieniem mogę polecić. Testy, opisy metod, porady, relacje z wypraw i wiele innych.
Reklama
-
Polecamy
Jeżeli myślisz, że wędkarstwo to spokojny sport dla ludzi nielubiących mocnych wrażeń to jesteś w bardzo dużym błędzie. Oczywiście nie mówimy tutaj o wyciąganiu piranii lub rekinów z wody tak jak ma to miejsce na filmach. Nie zawsze jednak wędkowanie musi odbywać się z brzegu lub łodzi bez jakiegokolwiek dreszczyku emocji. Istnieje, bowiem pewna odmiana tego sportu, która jest znacznie bardziej niebezpieczna niż niektóre tradycyjne sporty. Mowa o wędkowaniu podlodowym, które od wielu śmiałków wymaga nie małej odwagi. Przede wszystkim ze względu na bardzo specyficzne warunki połowu uchodzi za jedno z najniebezpieczniejszych zajęć.
Nikt z łowiących nie jest w stanie dokładnie ocenić jak gruby jest lód, na którym się właśnie znajduje. Tym bardziej, że w jego najbliższym otoczeniu został on naruszony poprzez nawiercenie płaszczyzny lodu. Jednak nie sam lód jest czyhającym na nas zagrożeniem. Możemy, bowiem narazić się na bardzo duże niebezpieczeństwo używając nieprawidłowego sprzętu. Jeżeli chcemy uprawiać wędkowanie podlodowe to musimy liczyć się z dodatkowym wydatkiem. Nasz sprzęt musi zapewniać nam całkowity komfort a na pewno nie zamarzać. Kołowrotek, wędzisko, nawet nasze ubranie musi być najwyższej klasy.
Gdy już jednak wszystkie niezbędne elementy będziemy mieli zagwarantowane możemy przystąpić do łowienia. A trzeba otwarcie przyznać, że warto albowiem mimo mroźnej pogody można wyciągnąć dość ciekawe i nie byle, jakie okazy. Samemu udało mi się złowić przepływającego właśnie pod lodem leszcza. Może i trudno będzie wam w to uwierzyć, ale miał prawie dwa kilo. Nie zawsze, zatem nasze branie podlodowe musi się ograniczać do małych rybek wpuszczanych z powrotem do mroźnej wody. Jednakże, aby takie wędkowanie było naprawdę przyjemne musi odbywać się w granicach rozsądku. Należy do nich na pewno odpowiednie zabezpieczenie – może nawet przypięcie się liną do drzewa, rezygnacja z połowu w momencie chociażby jednodniowej dodatniej temperatury, łowienie przez krótki okres czasu tak, aby nie doprowadzić do wychłodzenia własnego organizmu.
Sam wiem, że hobby wymaga poświęceń aczkolwiek pamiętajcie zdrowie na pierwszym miejscu.
Wszystko fajnie tylko tak sobie czytam te posty i mam wrażenie, że jakoś mało tu zdjęć z własnych wypraw.
Nie wiem, może się mylę ale takie są moje odczucia. Zatem popraw się i będzie fajnie bo blog zapowiada się ciekawie.
No to zostałem „przyłapany” – masz rację ale już spieszę wyjaśnić dlaczego.
Otóż niewiele miałem własnych fotografii zakładając blog – po prostu jakoś nie miałem potrzeby archiwizować swoich eskapad a jakieś teksty chciałem już umieścić.
Obiecuję jednak, że od teraz nie ruszę się bez aparatu – zapomnę wędki ale aparatu nigdy. Mam nadzieję, że jakoś się wytłumaczyłem przed Tobą i innymi, którzy mają może podobne odczucia.
Pozdrawiam