Zapisz się na kanał RSS
Najczęściej poszukiwane frazy
Zaprzyjaźnione miejsca
Zaprzyjaźniony Blog wędkarski - miejsce, które z czystym sumieniem mogę polecić. Testy, opisy metod, porady, relacje z wypraw i wiele innych.
Reklama
Dzisiaj opowiem co z tych planów wyszło i jak sprawdziła się metoda odległościowa nad wodą a raczej jak ja się sprawdziłem w tej metodzie.
Na początek potraktuję o tym, że wróciłem na tarczy i cieszę się, że miałem ze sobą mydło
Nie udało mi się bowiem przechytrzyć ani jednej ryby, a brań miałem całe jedno, ale i tak w naszym hobby się zdarza i myślę, że każdy choć raz doświadczył takiej sytuacji.
Co do odległościówki jako metody i trudności na jakie byłem nastawiany wędkując w ten sposób to powiem tak – jestem mile zaskoczony.
Wędkowałem przy użyciu wagglera 4+4g, zatem niezbyt „ciężkiego” a mimo to swoboda rzutów i odległość możliwa do osiągnięcia wręcz niebywała. Bez trudu można taki zestaw posłać na 30 metrów nie wysilając się zbytnio. Muszę w tym miejscu przyznać, że stoper nitkowy, o którym pisałem w poprzednim wpisie sprawdził się rewelacyjnie. Warto się było z nim troszkę pomęczyć przy mocowaniu go na żyłce.
Co do samej żyłki to muszę przyznać, że moje obawy o to w jakim będzie stanie po usunięciu tego stopera okazały się niezasadne, nie poskręcała się ani też nie dostrzegłem nic niepokojącego więc kamień z serca.
Wygodnym również okazał się przelotowy karabińczyk służący do szybkiej wymiany spławika, wprawdzie nie miałem szczególnej potrzeby wymieniać spławiki ale skoro już uzbroiłem zestaw w to mini urządzenie, nie mogłem odmówić sobie sprawdzenia czy jest skuteczne.
Zbliżając się „do brzegu” muszę powiedzieć, że metoda angielska, odległościówka czy jak ją jeszcze nazwiemy okazała się dla mnie bardzo sympatyczna. Z pewnością będę doszlifowywał łowienie tą metodą bo przecież nie uzyskałem jeszcze wyników, dzięki którym mógłbym powiedzieć że jestem bardzo usatysfakcjonowany.
Natomiast gdyby wyłączyć brak sukcesów w przeprowadzonej próbie to sama metoda odległościowa jest bardzo fajną rozrywką i jak to się zwykle okazało – nie taki diabeł straszny.
Metoda odległosciowa jest rewelacyjna. Tylko trzeba być cierpliwym. Osobiście uczę się jej od kilku lat i na razie efekty są mizerne. ale nie poddaję się. A co do stoperów to kiedyś sam wiązałem je z nitki bawełnianej.